Nowy Tomyśl - Rozstanie z przytupem, czyli kiedy miłość kończy się numerem 112
Rozstanie, kot, pies, komplet kluczy, wspólna kanapa i telefon na 112. Wakacyjne podsumowanie interwencji pokazuje, że nie wszystkie konflikty kończą się policyjną akcją rodem z kryminału. Czasami kończą się raczej pytaniem: A państwo próbowali ze sobą normalnie porozmawiać? Najciekawsze i najczęstsze zgłoszenia z powiatu nowotomyskiego tego lata pokazują jak bardzo nie rozumiemy do czego służą numery alarmowe.
Wakacje mają swoje prawa. Jedni wyjeżdżają nad morze, inni nad jezioro, a jeszcze inni postanawiają w tym czasie zakończyć związek. I właśnie ta ostatnia grupa potrafi dostarczyć służbom zdecydowanie więcej emocji niż niejeden letni festyn.
Wśród wakacyjnych zgłoszeń zdarzały się bowiem historie, w których granica pomiędzy poważnym zagrożeniem a sąsiedzko-partnerską wojną o wszystko staje się wyjątkowo cienka. Zgłaszane problemy ze wspólnie kupowanymi przedmiotami, zwierzętami czy rzeczami, które dla jednej ze stron mają ogromną wartość sentymentalną i nazywaniem tego kradzieżą lub przywłaszczeniem nie koniecznie nimi są.
Często na miejscu okazuje się jednak, że kot, pies przez lata funkcjonował w związku jako wspólne zwierzę, obie osoby zajmowały się nim, ponosiły koszty jego utrzymania, a jednoznaczne udowodnienie wyłącznego prawa do zwierzęcia nie jest takie proste.
Do tego drzwi mieszkania, do którego jak twierdzą osoby zgłaszające nie zostały sforsowane. Żadnego wyważania zamka, aby można to nazwać włamaniem. Były partner po prostu posiada klucze, które wcześniej dostał dobrowolnie. I nagle z potencjalnego „włamania stulecia” robi się problem, którego rozwiązanie niekoniecznie znajduje się w policyjnym radiowozie.
Problem w tym, że policja nie jest od przeprowadzania sądowego podziału wspólnego dobytku na klatce schodowej.
Jeżeli nie ma realnego zagrożenia, przemocy, włamania czy przestępstwa, warto zastanowić się, czy rzeczywiście konieczne jest angażowanie służb w konflikt, który często można rozwiązać rozmową, mediacją albo, jeżeli sprawa jest poważniejsza, na drodze prawnej.
Jeszcze ciekawiej robi się wtedy, gdy obie strony przekonują, że druga osoba zaczęła.
A słowna agresja? Oczywiście żarty kończą się tam, gdzie pojawia się rzeczywista przemoc, groźby lub zagrożenie życia i zdrowia. W takich sytuacjach należy reagować i korzystać z pomocy służb. Nie umiesz tego rozróżnić, zadzwoń i zapytaj opisując zdarzenie, zanim poprosisz o nieuzasadnioną interwencję.
Ale wzajemne dokuczanie sobie, prowokowanie i wykorzystywanie telefonu alarmowego jako narzędzia do straszenia byłego partnera nie jest dobrym sposobem na zakończenie związku. Zakończyć się to może mandatem za bezpodstawne wezwanie policji.
Bywa również tak, że związek kończy się w poniedziałek. We wtorek następuje wielki powrót. W środę kolejna awantura. W czwartek ktoś zabiera swoje rzeczy. W piątek wraca po kolejne. W sobotę pojawia się zgłoszenie o „nękaniu”, „stalkingu”, „włamaniu” albo „kradzieży”. W niedzielę wszyscy znowu są razem.
Dla zainteresowanych to być może romantyczna historia z gatunku „miłość nie wybiera”. Policja nie jest straszakiem na partnera, który nie odpisał na wiadomość, nie oddał od razu bluzy albo pojawił się pod drzwiami, ponieważ nadal ma tam swoje rzeczy, których uporczywie druga strona nie chce oddać. Jeżeli jednak zachowanie rzeczywiście przybiera formę uporczywego długotrwałego nękania, przemocy, gróźb czy innego przestępstwa, to sytuacja jest zupełnie inna i wtedy zgłoszenie może być jak najbardziej zasadne.
112 to nie numer do rozwiązywania problemów natury majątkowej z byłymi partnerami. Numer alarmowy jest po to, aby pomagać w sytuacjach wymagających pilnej interwencji.
Dlatego przed wykonaniem telefonu warto zadać sobie jedno proste pytanie: Czy naprawdę wydarzyło się coś, co wymaga natychmiastowej interwencji służb?
W wielu przypadkach policjanci, zwłaszcza dzielnicowi rejonu, mogą wskazać dostępne drogi rozwiązania konfliktu, ale nie zastąpią mediatora, prawnika, psychologa czy sądu. Wezwanie policji bez uzasadnionej przyczyny, może sprawić, że funkcjonariusze będą zajęci niepotrzebną interwencją, podczas gdy ktoś inny może w tym samym czasie realnie potrzebować pomocy.
Wakacje powinny być czasem odpoczynku, a nie konkursem na najbardziej kreatywne zgłoszenie.
/ podkom. Barbara Sobieszek /MM