Ludzie i ich pasje

Andrzej GRYGIEL

Andrzej Grygiel

Sportem interesowałem się od zawsze, pomimo że urodziłem się z niepełnosprawnością nóg. Zawsze starałem się rywalizować z pełnosprawnymi rówieśnikami w każdej możliwej dyscyplinie. Rodzice mieli ze mną ciągły kłopot, bo co chwilę musieli organizować naprawy aparatów w których chodzę – grałem w nich nawet w piłkę nożną …

Na poważnie sport zacząłem uprawiać dość późno – bo po trzydziestce. Spotkałem wtedy trochę przypadkowo ludzi, którzy uprawiali tenis stołowy i tak zaczęła się moja przygoda z tym sportem. Od tamtego czasu zacząłem regularnie trenować – raz albo nawet dwa razy w tygodniu. I tak już ponad 20 lat …

Tenis stołowy to sport gdzie nie ma „twardego” podziału na „sprawnych” i „niepełnosprawnych”. Przepisy, z małymi wyjątkami, są te same, sprzęt też. Na co dzień trenuję w klubie pod Pleszewem o nazwie Żaki Taczanów i gram regularnie w meczach V ligi Polskiego Związku Tenisa Stołowego. Pomimo że jestem jedynym zawodnikiem grającym na wózku w okręgu konińsko-kaliskim regularnie zdobywam punkty w meczach. To nawet fajne uczucie, gdy naprzeciwko mnie staje młodzieniec, 180 wzrostu, który ręką sięga do siatki na środku stołu. Zaczynamy grać i widzę, że coś mu się przestaje zgadzać …  Zaczyna się walka o każdą piłkę i wielu przypadkach ostatnie należą do mnie …

W klubie mamy w tej chwili 3 drużyny, a najlepsza z nich walczy w III lidze. Na co dzień trenujemy wspólnie dzięki czemu mam przyjemność mierzyć się z zawodnikami naprawdę niezłej klasy.

W kategorii niepełnosprawnych jesteśmy podzieleni na 11 kategorii. Dziesięć dotyczy uwarunkowań fizycznych, a ostatnią tworzą zawodnicy niepełnosprawni intelektualnie. Ja gram w piątej, w której występują - tak jak ja – zawodnicy o dużym ograniczeniu sprawności nóg ale mający zdrowy kręgosłup, na przykład mogący chodzić też o kulach.

W tego typu turniejach reprezentuję barwy Klubu Sportu Niepełnosprawnych START Kalisz. Gram wtedy zgodnie z międzynarodową klasyfikacja medyczną i wtedy mierzę się z przeciwnikami o zbliżonej sprawności.

Pierwszy medal Mistrzostw Polski Osób Niepełnosprawnych zdobyłem w 1997 roku. Wraz z kolegami zostaliśmy drużynowymi wicemistrzami Polski, a do złota zabrakło nam dosłownie kilku piłek …

Dwa lata później na Indywidualnych Mistrzostwach Polski zdobyliśmy wraz z kolegą brązowy medal w deblu.

Dwadzieścia lat przy stole to naprawdę wiele turniejów, wiele meczów… Pamiętam zgrupowanie kadry narodowej kilka lat temu, na które zostałem zaproszony jako sparingpartner. Trenowałem wtedy razem z facetem, który później na Paraolimpiadzie w Rio w 2016 roku zdobył srebrny medal. Wtedy byłem od niego wyraźnie lepszy, choć trzeba dodać, że on grał w niższej kategorii zdrowotnej. A teraz po kilku latach, to on nie daje mi najmniejszych szans.

Dzisiejszy sport niepełnosprawnych trzeba nazwać profesjonalnym – treningi kilka razy w tygodniu, kilka razy w roku tygodniowe zgrupowania, międzynarodowe turnieje i oczywiście występy w ligach przeciwko „pełnosprawnym”. Trzeba na to i czasu i zdrowia, trudno więc nawiązywać rywalizacje z zawodnikiem klasyfikowanym w pierwszej dziesiątce na świecie, gdy trenuje się wyłącznie po pracy i przekroczyło pięćdziesiątkę … Teraz dla mnie tenis stołowy to przede wszystkim pasja i sposób spędzania wolnego czasu.

Zwłaszcza, że na naszym poziomie tenis stołowy nie przynosi profitów, a raczej dokłada się do swojej pasji, dojeżdżając na treningi czy mecze za własne pieniądze. Uważam jednak że warto – od 2014 toku w każdym sezonie udawało mi się zdobyć co najmniej jeden medal na Mistrzostwach Polski. Te zdobyte w minionym 2017 roku były szczególnie dla mnie cenne, gdyż miałem duże problemy z zdrowiem i opuściłem mnóstwo treningów. Tak wiec walczyłem nie tylko z przeciwnikami, ale także z własną słabością. Ostatecznie odniosłem sukces i w meczu decydującym o brązowym medal byłem o dwie piłki lepszy!

Jeśli chodzi o sport to bardzo trudno cokolwiek planować bo nigdy nie wiadomo, na co pozwoli czas i zdrowie. A w życiu – najważniejsze to aby ciągle udawało mi się patrzeć na świat przez pryzmat tego co mogę - a nie przez to co jest mi niedostępne z powodu mojej niepełnosprawności. Czyli jak w tym przysłowiu o pesymiście i optymiście – abym zawsze widział, że szklanka jest jeszcze ciągle nie do połowy pusta ale do połowy pełna!

 

 

Powrót na górę strony