Ludzie i ich pasje

Maciej LUBCZYŃSKI


Maciej LUBCZYŃSKIMaciej Lubczyński

Moja miłość do piłki nożnej rozpoczęła się równocześnie z początkiem służby w Policji. Było to w 1995 r., wraz z powstaniem Ligi Business Sporting Association. Wtedy to rozpocząłem grę w piłkę halową jako bramkarz w drużynie Downar MGMT, z którą trzykrotnie zdobywałem tytuł mistrza tej ligi, grając naprzeciw takiej klasy bramkarzy jak Piotr Mowlik czy Jerzy Bzdęga.

Dotychczas grałem w takich zespołach jak Auto Watin, WBK i Maga. Obecnie jestem bramkarzem drużyny ROTI TEN oraz United 1998 w lidze Red Box, z którym wygrałem I ligę i awansowałem dwukrotnie do ekstraligi.

W roku 2000 zaproszono mnie  na testy do zespołu IPA Poznań, z propozycją zostania zmiennikiem Jurka Bzdęgi. Od tego momentu moja przygoda z piłką rozwinęła się również na arenie międzynarodowej. Brałem udział w licznych turniejach piłkarskich w Czechach, Rumunii, Niemczech, Holandii, Chorwacji, Słowacji oraz na Litwie.

W ciągu wszystkich meczy zdarzyło się wiele trudnych, ciekawych  jak  również zabawnych sytuacji.

Na przykład podczas turnieju w 2004 r. na II Międzynarodowych Mistrzostwach w Piłce Nożnej Halowej IPA w Jaworznie. Graliśmy z drużyną IPA Dolomity. W trakcie meczu bramkarz drużyny przeciwnej podchodził do kibiców, podczas gdy moja drużyna aż 17 razy strzelała do bramki. Dzięki temu kapitan naszej drużyny został królem strzelców całego turnieju. Był to najłatwiejszy i najzabawniejszy mecz.

  Najciekawszy mecz z kolei rozegrałem na nieoficjalnych mistrzostwach świata w Eibergen (Holandia). Zagrałem tam z piłkarzami z niemal całego świata m.in. z Iraku, USA, Brazylii, Macedonii, Irlandii Północnej, Hiszpanii, Francji, Włoch, Węgier, Ukrainy, Rosji, Niemiec, Austrii, Belgii, Danii, Czech, Rumunii, Słowenii oraz Słowacji.

Najtrudniejszy mecz rozegrałem w listopadzie 2013 r. podczas Finału I Ligi Red Box na sztucznej trawie. Zwycięstwo w tym meczu dawało nam tytuł mistrza I ligi, natomiast porażka spychała nas na trzecie miejsce.

Już przed  wejściem na boisko dało się wyczuć " w powietrzu" powagę i rangę tego spotkania. To co działo się po gwizdku sędziego w najmniejszym stopniu nie mogło rozczarować sympatyków zebranych na trybunach. "Piłkarskie szachy" w najlepszym tego słowa znaczeniu. Po pierwszej połowie byliśmy mistrzami prowadząc 1:0. I gdy wszystkim wydawało się że wynik tego spotkania już się nie zmieni, nasz rywal po rzucie rożnym zdobył wyrównanie. By dramaturgii stało się zadość po paru minutach po samobójczym trafieniu wynik uległ całkowitej zmianie, dając tym samym drużynie przeciwnej zwycięstwo. Na szczęście moja drużyna nie załamała się i po paru minutach po dobrze wykonanym stałym fragmencie gry był remis. Dało to sygnał  naszej drużynie, że spotkanie jeszcze się nie skończyło. Nasz zespół chcąc za wszelką cenę wygrać to spotkanie i zdobyć tytuł najlepszej ekipy w I lidze, zdołał stzelić najważniejszą bramkę w samej końcówce meczu. Po decydującym trafieniu na zegarze pozostały już tylko 3 minuty do końca, w których nie pozwoliliśmy już sobie odebrać tytułu mistrzowskiego.
 
Dzisiaj piłka nożna jest moją największą pasją i pomimo drobnych kontuzji, czymś co kocham i co sprawia mi ogromną przyjemność i satysfakcję. Ukoronowaniem tego jest m.in. zdobycie 15 tytułów mistrza ligi oraz wielokrotne wybranie mnie najlepszym bramkarzem turnieju zarówno w kraju jak i za granicą.

Zamierzam jeszcze wziąć udział w wielu meczach i  turniejach krajowych i zagranicznych. Na ostatnich mistrzostwach MSW w Mielnie wielu graczy gratulowało mi świetnej formy, jednocześnie  nie dowierzając mojemu wiekowi.

Opr. Joanna Krysztofiak


 

 
 

Powrót na górę strony